Zakończony rok 2020 był dziwny i niepowtarzalny pod wieloma względami, także jeśli chodzi o moje jeżdżenie na rowerze. Jakoś w pierwszej połowie nie mogłem się przekonać, żeby coś więcej pokręcić. Może też dlatego, że wtedy "wszyscy" zaczęli jeździć, a ja wiadomo, nie chcę być jak wszyscy. W lecie było już lepiej, jesień też bez rewelacji. Nie będę snuć wielkich planów na 2021, po prostu chcę jeździć więcej niż w tym poprzednim. I wrócić do swoich mini wyjazdów biwakowych. Już powoli przygotowuję się do nich, by mieć coś co planować i wizualizować, potrzebuję tego. Małymi kroczkami przygotowuję się, a co wyjdzie to wyjdzie.