Góra Kalwaria, w której mieszkam od kilkunastu lat, zyskała ostatnio ciekawy status. Stała się lokalnym centrum wycieczek rowerowych, choć bardziej precyzyjnie powinien napisać jazd rowerowych. Wielu cyklistów przyjeżdżających tutaj to regularnie trenujący kolarze z Warszawy.

Wyprosiłem się dzisiaj na ustawkę PROsiaków na Wybiegu. Nie bez powodu umawiają się beze mnie. 🐷🤷‍♂️#prawiepro #cycling...

Opublikowany przez Leszek Prawie.PRO Niedziela, 4 października 2020

Słynna jest droga z południowych rejonów W-wy (Wilanowa) zbliżająca się do Wisły, prowadząca przez niemniej słynne Gassy, a kończąca się właśnie w Górze. Wielu moich znajomych ze stolicy, którzy przesiadają się na kolarzówki czy gravele, prędzej czy później przyjeżdża do GK.

No końcu tej trasy kolarze mają do dyspozycji Góra Kawiarnię, gdzie mogą uzupełnić zapasy kofeiny czy cukru. Mam wrażenie, że wszyscy stołeczni kolarze już tu byli, a niektórzy przyjeżdżają regularnie.

Niestety, takie jabłka smakują najlepiej ;)

Niektórzy decydują się jechać drogą asfaltową przy wale na Wiśle, gdzie rowerów jest dużo więcej niż każdego innego typu pojazdów. Inni decydują się natomiast na główną drogę 724 do Konstancina, gdzie jest duży ruch samochodów. Mam natomiast wrażenie, że kierowcy są już przyzwyczajeni do rowerów na drodze, a ryzykowne i nierespektujące obecności rowerzystów zachowania powodują samochodziarze na zamiejscowych rejestracjach.

Góra jest też świetnym miejscem jako początek pętli, bo bardzo łatwo jest znaleźć trasy rowerowe dookoła miasta. Praktycznie w dowolnym kierunku można znaleźć drogi lokalne asfaltowe, które mają niezłej jakości asfalt i niewielki ruch pojazdów mechanicznych. Najcześciej ciągną się wśród pól i sadów, można także zmienić asfalt na drogi polne i bardziej terenowym rowerem jeździć wieloma drogami w lasach. Trzeba tylko pamietać, że na drogach nieutwardzonych króluje piach i gdy jest sucho jazda na nieszerokiej oponie jest niemożliwy, a przy wilgotnej ziemi mocno utrudnione.